Święto Lotnictwa Polskiego –polskie święto wojskowe obchodzone corocznie 28 sierpnia na podstawie decyzji Ministra Obrony Narodowej z 1993 roku, podpisanej przez prezydenta Lecha Wałęsę. Jest to wspólne święto lotnictwa cywilnego, wojskowego oraz przemysłu lotniczego.
Święto obchodzone jest w rocznicę zwycięstwa kpt. pil. Franciszka Żwirki i inż. pil. Stanisława Wigury w międzynarodowych zawodach samolotów turystycznych Challenge w 1932r.
Święto lotnictwa obchodzono także w okresie międzywojennym. Początkowo, do 1931 roku, Dzień Lotnictwa Polskiego obchodzono 5 listopada, w rocznicę pierwszego lotu polskiego samolotu wojskowego w 1918, z załogą poruczników: Stefanem Bastyrą i Januszem de Beaurain.
Od 1932 lotnicze święto obchodzono w tym samym dniu co Święto
Niepodległości, na rozkaz marszałka Józefa Piłsudskiego, który w związku
z odsłonięciem Pomnika Lotnika w Warszawie w dniu 11 listopada 1932 ustanowił ten dzień Świętem Lotnictwa Polskiego.
22 sierpnia 1945 roku Naczelny Dowódca WP rozkazem nr 189 ustanowił dzień 1 września Dniem Lotnictwa Polskiego.
4 maja 1950 roku, Minister Obrony Narodowej rozkazem nr 28 zmienił dzień obchodów święta lotnictwa na dzień 23 sierpnia w rocznicę pierwszych walk myśliwców z 1 Pułku Lotnictwa Polskiego na przyczułku warecko-magnuszewskim w 1944.
Co się stanie, kiedy zostaniesz wyrwany z własnego bagna i przeniesiesz się w nowe miejsce..? Nowe miejsce, które zmieni Twoje życie na zawsze, bo wyśle Cię tam, skąd możesz nie wrócić żywy i to z człowiekiem.... nie... Nie człowiekiem.Osobą, której przyszłość, jest równa twojej? Jak to jest, gdy dobrowolnie rzucisz się śmierci w ramiona? Ile trzeba, aby ocalić to, co się kocha? Ja tego nie wiem, to wszystko dopiero przede mną.
piątek, 28 sierpnia 2015
sobota, 15 sierpnia 2015
Święto Wojska Polskiego
W okresie II Rzeczypospolitej Święto Żołnierza obchodzono dla upamiętnienia walk w obronie Ojczyzny toczonych w 1920 roku. Wybrano dzień 15 sierpnia, gdyż w tym dniu w 1920 roku w godzinach nocnych pierwsze oddziały 21 Dywizji Górskiej rozpoczęły forsowanie Wieprza pod Kockiem. Rozpoczęto w ten sposób słynną kontrofensywę, w wyniku której rozbito wojska rosyjskiego Frontu Zachodniego pod dowództwem Michała Tuchaczewskiego. Ustanowienie Święta Żołnierza sankcjonował prawnie rozkaz Ministra Spraw Wojskowych gen. broni Stanisława Szeptyckiego nr 126 z dnia 4 sierpnia 1923 roku. Podano w nim: Święto Żołnierza nie zostało nigdy anulowane żadnym aktem prawnym. Obchodzono je uroczyście w okresie II wojny światowej w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie i w Wojsku Polskim do 1947 roku. W następnych latach zaniechano jego obchodów i ustanowiono Dzień Wojska Polskiego (12 października) – upamiętniając w ten sposób chrzest bojowy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki pod Lenino. Jednak ten czyn zbrojny był jednym z wielu epizodów na szlaku bojowym żołnierzy polskich w latach II wojny światowej. Dla wielu Polaków nie był on akceptowany ze względów moralnych i politycznych. W środowiskach wojskowych i w kręgach kombatanckich, w tym również na forum Sejmu, wskazywano na potrzebę ustanowienia Dnia Wojska Polskiego w terminie akceptowanym przez Siły Zbrojne i cały naród. W latach 1990-1992 Święto obchodzono w dniu 3 maja, w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Ustawa sejmowa z dnia 30 lipca 1992 roku przywróciła obchody Święto Wojska Polskiego w dniu 15 sierpnia. Tegoż roku po raz pierwszy w dniu 15 sierpnia odbyły się centralne uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Rozdział 11
,,-Idę po rzeczy, widzimy się pod klasą!- Kamil pomachał mi i zniknął w tłumie. Odwróciłam się z zamiarem przebicia się przez tłum do własnej szafki, ale drogę zastąpiły mi dwie dziewczyny."
Za kogo ty się uważasz!- Warknęła jedna. Miała gęste,
brązowe włosy sięgające za ramiona, na twarzy mocny makijaż, a stroju, raczej
nie dało się określić mianem skromnego. W tamtej chwili, żałowałam, że w naszej
szkole nie obowiązują mundurki. Zawsze mi się podobały, a wtedy, jak
najbardziej przydałyby się do zakrycia tego, co powinny.
-Nie masz prawa, zachowywać się jak ta najlepsza!- Dodała
blondyna chwiejąca się na dziesięciocentymetrowych szpilkach. Ona przynajmniej
miała lekki szaliczek osłaniający olbrzymi dekolt.
-Może powiecie jak ludzie, o co wam chodzi?- Westchnęłam
wyczuwając jakieś dziesięć minut tłumaczenia jednego i tego samego. Brunetka aż
się zagotowała.
-Dobrze wiesz, o co nam chodzi! I mówię jak człowiek!-
Uniosłam brew, nie miałam pojęcia, o czym ona plecie.
-Tyle, co ja wiem, to to, że gadasz jak potłuczona- Odparłam
i już miałam zamiar odejść, ale zatrzymała mnie wypowiedź blondyny:
-Zostaw Michała, bo i tak nie masz u niego szans!
To było tak absurdalne, że nawet nie chciało mi się do nich
odwracać.
-A weźcie go sobie, ja nie mam zamiaru do nikogo zarywać!
Adios!- Zawołałam przez ramię i ruszyłam dalej przez tłum. Jaki Michał? Jedyny chłopak,
jakiego tutaj znam, to Kamil... Może mnie z kimś pomyliły? W końcu udało mi się
dotrzeć do szafki, w starej szkole ich nie mieliśmy, więc było to dla mnie po
części zupełnie nowe doświadczenie. Kiedy otworzyłam drzwiczki, na podłogę
upadł świstek papieru. Dziwne, zawsze mam porządek w szafce, luźne kartki to
rzadkość… Rozwinęłam papierek
Przepraszam za wczoraj, nie powinienem tak robić, zachowałem się
głupio… Nie oceniaj mnie po tym jednym razie, proszę…
Michał
Super…, Czyli kolejny problem…, Kim w ogóle jest ten Michał?
Spojrzałam pytająco na Macieja stojącego obok, ale ten tylko pokręcił głową. Schowałam
karteczkę do kieszeni, wzięłam książki od historii, zamknęłam szafkę i
rozejrzałam się wkoło. Na szczęście, nikt nie zwracał na mnie uwagi, więc
szybkim krokiem skierowałam się w stronę sali historycznej. Podeszłam do
Kamila, który stał z kilkoma innymi osobami pod drzwiami, czekając na
nauczyciela. Nie chcąc przerywać rozmowy, stanęłam obok i otworzyłam książkę,
aby nie sterczeć bezczynnie. Chłopak odwrócił się, położył mi rękę na ramieniu
i przygarnął do tłumku.
-To jest Zuzia-Spojrzał na mnie z uśmiechem-A to Artur,
Szymon, Igor, Monika i Maja- Wyliczył wskazując na wszystkich po kolei. Powoli
zdjęłam jego rękę z mojego ramienia i dopiero wtedy spojrzałam na każdego z osobna.
Pod koniec, napotkałam spojrzenie takk przepełnione nienawiścią, że gdyby wzrok
zabijał, już dawno byłabym martwa. To były te same dziewczyny, które wcześniej
mnie zaczepiały. Jeden z chłopaków, bodajże Artur, zaczął mówić coś o zawodach,
które miały się odbyć następnego dnia. Po chwili poczułam szturchnięcie i
spojrzałam na Kamila.
-Idziemy?- Zapytał cicho. W
sumie, piłka nożna nie interesowała mnie jakoś szaleńczo, ale Taki
meczyk mógłby być miłą odskocznią od codziennej nudy. Maciej stanął w środku
kółka i spojrzał mi w oczy.
-Też idę, to, że jestem duchem, to nie znaczy, że nie lubię
sportu- Stwierdził poważnie, po czym się roześmiał. Dyskretnie mrugnęłam do
niego i weszłam do klasy, którą w
międzyczasie otworzył nauczyciel.
-Tak jak już mówiłem,
projekty, które robicie w parach, będą ocenione, a najlepszy z nich zostanie wysłany
do Gdyni. Autorzy pojadą na konkurs, naprawdę warto… macie dokładnie tydzień, więc lepiej weźcie się do pracy…- Historyk przechadzał się między
ławkami, jak to miał w zwyczaju i przyglądał się uczniom.
- Temat, to Druga Wojna Światowa. Nie powiem wam, co
dokładnie musi tam być. Sami zadecydujecie.-
Słysząc te słowa, Maciej odwrócił się od gazetki, której się
przyglądał i szybkim krokiem podszedł do naszej ławki.
-Już wiem, jak mogę wam pomóc.-Oznajmił z uśmiechem.
piątek, 7 sierpnia 2015
Międzyczasy #6
Pewnie już się domyślacie, jakie będą dalsze losy naszych bohaterów, a jeśli nie... to ta piosenka powinna być wystarczającą podpowiedzią :D Kliknęłam w jakiegoś linka i się wprost w niej zakochałam <3
czwartek, 6 sierpnia 2015
Rozdział 10
,,Chlasnęłam go drugi raz i odeszłam . Za sobą słyszałam ciche szepty , ale nad nie wszystkie wybił się jeden:
-Niezła jest..."
-Później, gdy Kamil
pytał gdzie byłam, odpowiedziałam, że poszłam do łazienki umyć ręce upaprane
korektorem-Zakończyłam
Maciek popatrzył na mnie milcząc
-Wiesz, że to ich nie powstrzyma, tylko rozjuszy…? -Odezwał
się po dłuższej chwili.
-No właśnie wiem.- Jęknęłam opatulając się kołdrą pod szyję.
Siedzieliśmy u mnie w pokoju odkąd okazało się, że strych nie jest tak –wodo i
–deszczo szczelny jak się to wcześniej wydawało.
-Nie powinnam była tak robić… Poniosło mnie… No, ale cóż,
zobaczymy jak to będzie. A schodząc na inny temat, chciałbyś iść ze mną jutro
do szkoły?
Chłopak popatrzył na mnie zaskoczony.
-Po co?- Zapytał. Otworzyłam usta, ale nie wiedziałam co
odpowiedzieć Dopiero po chwili wyjaśniłam z lekkim wahaniem.
-No bo… Po prostu czuje się pewniej mimo świadomości, ze i
tak nic nie będziesz mógł zrobić- jakkolwiek to nie brzmi- Zaśmiałam się
ponuro.
-Dużo rzeczy mogę zrobić, po prostu tobie i tak to nie
pomoże- Roześmiał się Maciek.
-Psychicznie? Owszem, pomoże.- Stwierdziłam wstając z łóżka-
A w -razie czego, podszepniesz mi co mogę zrobić.
Głupi budzik. Po raz kolejny przez niego obudziłam się na
podłodze. Chcąc- nie chcąc i tak musiałam z niej wstać, bo nie dosięgałam
szafki nocnej. Podniosłam się z kołdrą na ramionach i zrzuciłam zegarek na
podłogę. Rozbiła się szybka, oj, jaka szkoda. I tak musiałam kupić nowy z mniej
denerwującym dźwiękiem. Nie miałam siły nawet oczu dobrze otworzyć. Nie chciało
mi się nic, ale wiedziałam, że nie mogę sobie odpuścić dzisiejszego dnia… Coś
miało się wydarzyć, czułam to.
-Nie sądziłem, że to wszystko się tak bardzo zmieni… Te
wszystkie… pojazdy i cała masa technologii… kiedyś tego nie było… -Mruczał
Maciek po drodze.
-No właśnie ,,kiedyś”- Stwierdziłam rezolutnie, kopiąc przed
sobą kamień. Po którymś kopniaku z kolei wpadł w wielką kałuże z której nie
chciało mi się go wyciągać, więc podniosłam wzrok i spojrzałam na bloki
przesłaniające horyzont. ,,Kiedyś,, ich nie było… pewnie rósł tam las, albo
rolnicy uprawiali swoje pola… Nawet w czasie deszczu wszystko było piękne,
zielone, orzeźwiające, a teraz…? Jest szaro, przygnębiająco i mokro.
-Może jednak lepiej było zostać w domu…- Burknęłam
zakładając kaptur, znowu zaczynało padać…
-Nie ,,lepiej”, bo wtedy bym cię nie spotkał!- Usłyszałam za
sobą. Nie musiałam się odwracać, wiedziałam, że to Kamil, ten charakterystyczny
głos mogłabym poznać wszędzie.
-Powiedz mi, skąd ty bierzesz te teksty?- Zapytałam patrząc
pod nogi.
- A co, takie fajne?- Zaśmiał się doganiając mnie truchtem.
-Chcesz pracować jako misjonarz?- Chłopak spojrzał na mnie ze
zdziwieniem
-Co?
-Bo twoje żarty są tak suche, że pół Afryki byś wykarmił…
-Tak, a ty resztę!- Ktoś tutaj dostał głupawki…
-Wiesz, powtórzę się: ,,Twoje żarty są suche,,- Nastrój
zaczął mi się udzielać
-Jak pięty Mojżesza!- Tego już było za wiele, zaczęłam się
śmiać jak psychiczna, no, nie tylko ja. Kamil z zamkniętymi oczami chodził wężykiem
po całym chodniku, a Maciek zwijał się w powietrzu, jakby coś go bolało.
-Ej, zaraz się spóźnimy do szkoły…- Wysapałam, próbując
złapać oddech. Kamil też się trochę uspokoił i spojrzał na zegarek.
-Mamy 15 minut, szybko!- Rzucił się biegiem do przodu rozpryskując kałuże na
wszystkie strony. Spojrzałam rozbawiona na Macieja, a on wyszczerzył się do
mnie i ruszył za Kamilem. Zostałam sama i ze śmiechem patrzyłam na biegnących
chłopaków, poprawiłam plecak na plecach i podążyłam za nimi.
Chemia. Najnudniejszy przedmiot w szkole, jaki istnieje. W
dodatku, kiedy ty wszystko rozumiesz, a najsenniejszy nauczyciel świata każe
powtarzać wszystko po pisiont razy. Pan Eleven* od piętnastu minut pytał jednego ucznia, a
cała reszta praktycznie spała. Kamil leżał na ławce z głową w ramionach, ja wpół
śpiąc patrzyłam na Macieja, który leżał na biurku nauczycielskim i gapił się
tępo w sufit. Szumiący deszcz słyszalny przez jedno, jedyne, uchylone okno,
dopełniał obrazu śpiączki. Przenosząc wzrok na szyby, po których wartko płynęły
strugi wody, pomyślałam, że dzisiaj na przerwach raczej będziemy mogli zostać w
budynku… Zazwyczaj nauczyciele
dyżurujący wszystkich wyganiali na zewnątrz, ale, tym razem chyba zrobią
wyjątek…
Zacinający się
dzwonek bez ostrzeżenia zadzwonił na korytarzu wyrywając nas z stanu
przypominającego drzemkę. Nie było tak, jak po innych lekcjach, nikt nie rzucił
się do drzwi z przygotowanym wcześniej plecakiem. Wszyscy przecierali oczy,
leniwie zamykali zeszyty, lub dopiero się budzili. Szturchnęłam Kamila
przysypiającego na ławce i sama zaczęłam się pakować. Kątem oka zauważyłam jak
Maciej zeskakuje z biurka i kieruje się w naszą stronę. Kiedy wstałam z
zapiętym plecakiem, stał już przy naszej ławce.
-Zapomniałem, że to wszystko może być takie nudne…- W
odpowiedzi uśmiechnęłam się ukradkiem i mrugnęłam do niego. Dobrze, że się nie
zapomniałam i nie zaczęłam normalnie mówić, bo ktoś mógłby coś zauważyć.
Zasunęłam krzesło i ruszyłam za chłopakami ku wyjściu z sali.
-Idę po rzeczy, widzimy się pod klasą!- Kamil pomachał mi i
zniknął w tłumie. Odwróciłam się z zamiarem przebicia się przez tłum do własnej
szafki, ale drogę zastąpiły mi dwie dziewczyny
*To nie ma żadnego związku z samą jego postacią, po prostu
oglądałam u niego FNAF’a podczas pisania
tej części rozdziału i zastanawiałam się jakie dać nazwisko nauczycielowi XD
Nie było komentarzy, no ale cóż... Może to zachęci was do udzielania się tutaj ;-;
Nie było komentarzy, no ale cóż... Może to zachęci was do udzielania się tutaj ;-;
środa, 5 sierpnia 2015
Międzyczasy #5
Witam Was, Milordy, tak na luzie chciałabym się zapytać, czy znacie może jakieś blogi, opowiadania? A moze sami je prowadzicie? Jesli tak, dajcie linki w komentarzach na dole :D Mam ochotę coś poczytać, ale nie mam nic ciekawego... No a kolejny rozdział TUTAJ, jest napisany, ale wrzucę go, jesli pod odpowiednim, wcześniejszym postem będzie 5 komentarzy :3
niedziela, 2 sierpnia 2015
Liebster Blog Award
Kinia, dzięki za pytania :D
1. Dlaczego założyłaś bloga?
2.Kto cie motywuje?
3. Kto wiem o twoim blogu? (znajomi, rodzina)
4. W czasie pisania rozdziałów musisz mieć włączoną muzykę?
5. Jakie muzyki lubisz słuchać?
6. Denerwuje cię przeszkadzanie w trakcie pisania?
7. Długo zajmuje ci pisanie?
8. Zamierzasz prowadzić jeszcze jakieś blogi?
9. Jak długo będziesz go prowadziła?
10. Jaka jest twoja ulubiona postać?
Ja serwuję odpowiedzi:
1. Czytając naprawdę wiele innych fanfiction, nasunęły mi się dwa wnioski: Po pierwsze, w każdym z nich jest tak, że osoba o której ono jest (np. Jaś bo o nim jest dużo ff), zakochuje się w głównej bohaterce, są razem, całują się, zdradzają i wgl. Po drugie, znalazłam tylko jedno opowiadanie o Rembolu i stwierdziłam, że to niedopuszczalne XD Nie mogąc o nim czytać, zaczęłam pisać i to coś, w czym nie ma ani grama flirtów itd. Po prostu zaczęłam tworzyć to, co sama czytałabym najchętniej.
2.Motywują mnie w sumie tylko komentarze, których zresztą ostatnio praktycznie nie ma, dlatego tak zaniedbałam bloga.8
3. O tym, że coś pisze, wie tylko kilku najbliższych znajomych, z rodziny to tylko mama wie, ale nie czytała (na szczęście, bo dziwnie bym się czuła :P)
4.Koniecznie
5.Lubię raczej mocne kawałki czyli takie zespoły jak: ,,Amon Amarth",,AC/DC",,Sabaton" a z lżejszych ,,Imagine Dragons"
6.Zazwyczaj piszę w nocy w swoim pokoju więc o przeszkadzanie trochę trudno, ale w sumie to chyba nie robi mi większej różnicy.
7. Jeden rozdział nawet cały wieczór czyli jakieś 2-3 godziny, ale luźniej, z przerwami na pohuśtanie się na krześle albo popisanie ze znajomymi.
8.Raczej nie, bo z jednym się nie wyrabiam, to co dopiero z większą ilością!
9.Aż mi się nie skończą pomysły na pewne przygody,a w pewnym miejscu do którego wysyłam bohaterów, raczej o nie nie jest trudno... A jeżeli jednak się skończą to przeniosę ich w całkowicie inne miejsce i zacznie się od nowa :D
10. Trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie, mimo, że mamy tutaj tylko kilka osób, ale obstawiałabym oczywiście Maćka i... Kamila, bo czemu nie :)
Nominuję:
W świecie, gdzie istnieją bogowie, nikt nigdy nie jest bezpieczny
Bo gdy się żyje, czuje się ciepło drugiego człowieka wśród chłodu innych ludzi
Pytanka też serwuję i to chyba nietypowe. Czemu? Bo mogę!
1.Twoja ulubiona pora roku to… (i dlaczego)
2. Jesteś sobą czy zakładasz maski?
3. Jak sądzisz, czy jesteś dobrym człowiekiem?
4. Wyobraź sobie, że jesteś owocem. Jakiego smaku i koloru sok można z Ciebie wycisnąć?
5. Wypoczynek nad morzem, czy w górach?
6. Twoja wymarzona praca to…
7.Czy czujesz satysfakcję z prowadzenia bloga?
8.Czy w powieści czasami wzorujesz się na czymś z realnego życia?
9.Jakiego bohatera książkowego najmniej polubiłaś do tej pory? (Z innej książki)
10.Jakie 2 ukochane przez Ciebie książki mi polecisz?
1. Dlaczego założyłaś bloga?
2.Kto cie motywuje?
3. Kto wiem o twoim blogu? (znajomi, rodzina)
4. W czasie pisania rozdziałów musisz mieć włączoną muzykę?
5. Jakie muzyki lubisz słuchać?
6. Denerwuje cię przeszkadzanie w trakcie pisania?
7. Długo zajmuje ci pisanie?
8. Zamierzasz prowadzić jeszcze jakieś blogi?
9. Jak długo będziesz go prowadziła?
10. Jaka jest twoja ulubiona postać?
Ja serwuję odpowiedzi:
1. Czytając naprawdę wiele innych fanfiction, nasunęły mi się dwa wnioski: Po pierwsze, w każdym z nich jest tak, że osoba o której ono jest (np. Jaś bo o nim jest dużo ff), zakochuje się w głównej bohaterce, są razem, całują się, zdradzają i wgl. Po drugie, znalazłam tylko jedno opowiadanie o Rembolu i stwierdziłam, że to niedopuszczalne XD Nie mogąc o nim czytać, zaczęłam pisać i to coś, w czym nie ma ani grama flirtów itd. Po prostu zaczęłam tworzyć to, co sama czytałabym najchętniej.
2.Motywują mnie w sumie tylko komentarze, których zresztą ostatnio praktycznie nie ma, dlatego tak zaniedbałam bloga.8
3. O tym, że coś pisze, wie tylko kilku najbliższych znajomych, z rodziny to tylko mama wie, ale nie czytała (na szczęście, bo dziwnie bym się czuła :P)
4.Koniecznie
5.Lubię raczej mocne kawałki czyli takie zespoły jak: ,,Amon Amarth",,AC/DC",,Sabaton" a z lżejszych ,,Imagine Dragons"
6.Zazwyczaj piszę w nocy w swoim pokoju więc o przeszkadzanie trochę trudno, ale w sumie to chyba nie robi mi większej różnicy.
7. Jeden rozdział nawet cały wieczór czyli jakieś 2-3 godziny, ale luźniej, z przerwami na pohuśtanie się na krześle albo popisanie ze znajomymi.
8.Raczej nie, bo z jednym się nie wyrabiam, to co dopiero z większą ilością!
9.Aż mi się nie skończą pomysły na pewne przygody,a w pewnym miejscu do którego wysyłam bohaterów, raczej o nie nie jest trudno... A jeżeli jednak się skończą to przeniosę ich w całkowicie inne miejsce i zacznie się od nowa :D
10. Trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie, mimo, że mamy tutaj tylko kilka osób, ale obstawiałabym oczywiście Maćka i... Kamila, bo czemu nie :)
Nominuję:
W świecie, gdzie istnieją bogowie, nikt nigdy nie jest bezpieczny
Bo gdy się żyje, czuje się ciepło drugiego człowieka wśród chłodu innych ludzi
Pytanka też serwuję i to chyba nietypowe. Czemu? Bo mogę!
1.Twoja ulubiona pora roku to… (i dlaczego)
2. Jesteś sobą czy zakładasz maski?
3. Jak sądzisz, czy jesteś dobrym człowiekiem?
4. Wyobraź sobie, że jesteś owocem. Jakiego smaku i koloru sok można z Ciebie wycisnąć?
5. Wypoczynek nad morzem, czy w górach?
6. Twoja wymarzona praca to…
7.Czy czujesz satysfakcję z prowadzenia bloga?
8.Czy w powieści czasami wzorujesz się na czymś z realnego życia?
9.Jakiego bohatera książkowego najmniej polubiłaś do tej pory? (Z innej książki)
10.Jakie 2 ukochane przez Ciebie książki mi polecisz?
sobota, 1 sierpnia 2015
Powstanie warszawskie
Korzystając z okazji, że udało mi się ruszyć to ciężkie dupsko i wrzucić
przypomnienie o Powstaniu Warszawskim, chciałabym dodać kilka słów
wyjaśnienia... No nie ma tych rozdziałów i nie ma, choć już obiecywałam,
że będą regularnie,ale jestem osobą tego typu, że coś zacznę i nie
umiem tego skończyć, bez odpowiedniej motywacji. Teraz do tego nie było
mnie przez dłuższy czas, no i mama nie pozwala mi już wgl brać laptopa
do pokoju, więc ciężko...Jeśli chcecie następne rozdziały, to wykmińcie
mi tutaj jakieś 5 komentarzy, żebym wiedziała, że nie piszę sama dla
siebie. Jak wam się uda, to się wezmę do pracy i jeszcze tego samego
dnia postaram się wrzucić rozdział. I niech to będzie taki wyznacznik.
dodaję next, po określonej liczbie komentarzy pod poprzednią częścią :)
wtorek, 30 czerwca 2015
środa, 10 czerwca 2015
Międzyczasy #3
Tak, tak, wiem, rozdziału nie ma od dawna, ale naprawdę nie mam kiedy go napisać ;_; i chyba zmniejszę częstotliwość prawidłowego wrzucania do jednego na tydzień, bo i tak się nie wyrabiam 2 razy :( Teraz jeszcze byłam na Lednicy, koniec roku i wgl... Ale wakacje za pasem więc więcej czasu będzie ;) A tutaj macie nutkę, która chodzi za mną od dawna i (o dziwo) jeszcze mi się nie znudziła..; <3
czwartek, 4 czerwca 2015
Rozdział 9
,,Weszłam do środka i ze spuszczoną głową ruszyłam do sali chemicznej, trzeba było przejść pod tymi badawczymi, oceniającymi spojrzeniami. Brrr… Okropność. Kiedy dotarłam do celu, wydało mi się, że mogę odetchnąć z ulgą. Nie było mi to jednak dane, bo w tej samej chwili poczułam czyjeś ręce na mojej talii."
Ziemia
momentalnie uciekła mi spod nóg i po chwili wisiałam bezwładnie na ramieniu
Kamila. Waliłam go pięściami po plecach, ale nawet nie zareagował.
-Kamil
Cwelu! Idioto, postaw mnie, ty Zjebie!- Nic. W końcu stwierdziłam, że ucieknę
się do bardziej drastycznych środków. Dyndając głową w dół połaskotałam go pod
żebrami. Ani zipnął, w ułamku sekundy nogi się pod nim ugięły i wylądował na
ziemi z głośnym łupnięciem, a ja na nim, zgodnie z prawami fizyki. Śmialiśmy
się jak opętani, on już całkowicie bez tchu, bo wydusiłam z niego całe
powietrze. Zepchnął mnie w końcu na podłogę, podniósł się i z uśmiechem
wyciągnął do mnie rękę.
-Miłe
powitanie- Fuknęłam wstając o własnych siłach.
-Z
pewnością nikt cię już nie zignoruje-Stwierdził z dumą. Otrzepałam się i
poszłam w stronę klasy. A krok w krok za mną, kto? Kamil.
-Przynajmniej
miałaś wielkie wejście- Upierał się z nutką przekory. Słysząc te słowa
prychnęłam starając się powstrzymać uśmiech.
Siedziałam w ławce opierając się ramieniem
o ścianę i usiłowałam skupić się na słowach nauczyciela. Jednak w mojej starej
szkole temat Prehistorii był tak oklepany, że znałam go na pamięć. Po chwili
moją uwagę zwrócił Kamil, który z niebywałym zainteresowaniem ganiał długopisem
mrówkę chodzącą po blacie. Uśmiechnęłam się pod nosem i przesunęłam piórnik,
aby miał większe pole manewru. Nie chciałam zwracać na siebie zbytniej uwagi,
więc przesunęłam wzrok gdzieś w okolice tablicy.
-Jak
wiecie, nie lubię lekcji organizacyjnych, dlatego dzisiaj mieliśmy normalny
temat-Mówił nauczyciel-Dobiorę was w pary i na piątek wykonacie referat.
No
super… Znowu będę musiała być z kimś, kogo absolutnie nie znam… Rozwinęłam
karteczkę podsuniętą przez historyka. Laura… Hmm… Rozejrzałam się i zauważyłam
jak jedna z dziewczyn marszczy czoło przyglądając się swojemu losowi.
Genialnie, typowa lalusia… Nagle Kamil zabrał mi karteczkę i bez chwili
zastanowienia podszedł do owej dziewczyny. Zaczął jej coś gorliwie tłumaczyć
gwałtownie gestykulując rękoma. To samo zrobił z jakimś przystojnym blondynem,
po czym wrócił do ławki.
-Jesteśmy
razem w parze- Oświadczył z uśmiechem. Uniosłam jedną brew
-A może
ja chciałam być z kimś innym?- Pokazałam ręką na klasę. Mina mu zrzedła, a ja
nie byłam w stanie zachowywać kamiennej maski i wybuchnę łam śmiechem.
-Jasne,
że nie chciałam!- Zawołałam dając mu sójkę w bok-Jesteś jedyną osobą, jaką
znam…- Mrugnęłam- A nauczyciel nie ma nic przeciwko?
Chłopak
zbył sprawę lekceważącym machnięciem ręki- On nie zwraca uwagi na to, co ja
robię- Wyjaśnił, a ja powoli pokiwałam głową ze zrozumieniem.
Po dzwonku wszyscy wysypali się z klasy jak na
wyścigi. Tylko my poczekaliśmy i wyszliśmy tuż za nauczycielem chcąc uniknąć
tłoku.
- Mamy
tydzień , kiedy zacz… - Zaczął Kamil , ale urwał patrząc na zbliżającą się do
nas grupkę barczystych chłopaków. Coś mi się wydawało , że byli z drużyny
futbolowej … Dwóch stanęło po bokach , a trzeci podszedł do Kamila
- Dawaj
hajs , Skurwielu – Warknął , bez patyczkowania się . Chłopak przełknął ślinę i
usiłując zachować spokój , odparł drżącym głosem – Nie mam … - Zaraz po tych
słowach , dostał tak w żebra , że zgiął się w pół .
- Jak to
nie masz ?! – „Sportowiec ’’ popchnął Kamila na ścianę , a kiedy ten wylądował
na podłodze nie mogąc utrzymać równowagi kopnął go w brzuch.
-Módl
się , żebyś jutro miał ! – Splunął jeszcze i odszedł ze swoimi kumplami. Do
teraz unieruchomiona przed dwóch mięśniaków , uklęknęłam przy chłopaku i
pomogła mu wstać .
-Żyjesz?
– Zapytałam otrzepując go z piasku.
- Nie
jestem pewien … - Odparł próbując złapać oddech.
- Ci
idioci zawsze tak robią ? – Upewniłam się .
-
Zazwyczaj – Jęknął cicho – I nie tylko mi …
Po
następnej lekcji wymknęłam się szybko z klasy i wybiegłam na boisko. Poprawiłam
włosy i skierowałam się w stronę znajomych mięśniaków , których wypatrzyłam
chwilę wcześniej . Starałam się wyglądać jak najładniej , nigdy mi to nie
wychodziło , ale cóż … W tym przypadku wystarczyło . Podeszłam do najbardziej
napakowanego , tego który wcześniej nas zaczepił . Robiąc słodkie oczka
zaszczebiotałam:
- Wiesz
co , to co zrobiłeś na tamtej przerwie ,
było takie … męskie …- Jednocześnie palcem pokazałam mu , że ma się do mnie
nachylić . Nadstawił policzek , najwyraźniej w oczekiwaniu na całusa , ja
jednak zamachałam się i z całej siły go uderzyłam , aż zaświszczało.
-To za
Kamila –Stwierdziłam zimnym głosem – a to za innych – Chlasnęłam go drugi raz i
odeszłam . Za sobą słyszałam ciche szepty , ale nad nie wszystkie wybił się
jeden:
-Niezła
jest…
Uff, z lekkim poślizgiem, ale mamy 9 ;) Następny dopiero w środę, bo na niedzielę nie mam kiedy napisać... ;(
niedziela, 31 maja 2015
Rozdział 8
,,-Nie ma za co-Odparł z uśmiechem-A tak w ogóle to Kamil jestem.
-Zuza-Darowałam sobie komentarz o innym imieniu i powoli ruszyłam do wyjścia. Cóż, nie zapowiadało się na to, żebym szła sama…
-Przeprowadziłaś się tutaj niedawno, co nie?- Hm… Na zbytnią ciszę też nie mogłam liczyć"
-Tak
jakby…- Mruknęłam niechętnie, otwierając drzwi. Nie chodziło mi o to, że nie
chciałam z nim gadać, tylko bałam się, że zaraz wykręci mi jakiś numer.
Przyspieszyłam kroku, ale chłopak chyba nie miał zamiaru odpuszczać.
-Gdzie
mieszkasz? – Pytał dalej niezrażony oschłym tonem moich wypowiedzi. Machnęłam
ręką, w jako-tako odpowiednim kierunku.
-Mam
trochę w przeciwnym kierunku, ale z przyjemnością cię odprowadzę.-Stwierdził
chłopak z szerokim uśmiechem i ruszył do przodu. Koniec końców podreptałam za
nim, bo czy miałam inny wybór? W sumie, to całkiem sympatyczny z niego gość…
-A, co w
tym przyjemnego?- Zapytałam. Spojrzał na mnie dziwnie, ale po chwili jego oczy
błysnęły zrozumieniem.
-Jesteś
inna, niż reszta dziewczyn… Taka… Normalniejsza!- Roześmiał się cicho.
-No
dzięki!- Zawołałam z udawanym oburzeniem-A one, co, nienormalne!?
-Plastikowe-
Stwierdził ze śmiertelną powagą. Tym razem, to ja nie mogłam wytrzymać ze
śmiechu. Pół godziny przegadaliśmy o wszystkim i o niczym. Nim się obejrzałam,
staliśmy pod bramą mojego domu.
-A tak w
ogóle, podasz mi plan lekcji? Też jesteś w Ia, nie? -Poprosił na koniec.
-Spoko,
nie ma sprawy… A dlaczego cię nie było jak nauczycielka rozdawała?- Zapytałam
wyciągając zeszyt z torby.
-Czasami…
Chodzę własnymi drogami…- Chłopak uśmiechnął się zawadiacko.
-Nie
będę wnikać… Stwierdziłam robiąc zdjęcie rozkładowi.
Pomachałam na pożegnanie przez ogród i
zamknęłam drzwi. Z ulgą rzuciłam buty gdzieś w kąt i zajrzałam do kuchni.
Rodziców nie było tak, jak rano zapowiedzieli, ale na stole leżała kartka.
,,Żeberka w
lodówce, wrócimy w nocy, Mama”
Nie byłam głodna, ale sprawdziłam dla pewności
i zawlekłam swój tyłek na górę. Zahaczyłam tylko o mój pokój, aby zmienić
sukienkę na luźne dresy i rozstawiłam drabinę. Maciej pewnie siedział na
strychu, bo w pokoju nie było po nim śladu. Odrzuciłam go studiującego
dziennik, który poprzedniego dnia zostawiłam otwarty.
- I co,
wymyśliłeś coś?- Zapytałam siadając obok.
-Nic,
westchnął chłopak spoglądając na mnie smutno. –A jak w szkole?
-Ujdzie-
Stwierdziłam- Prawie nikt się mną nie zainteresował, tylko jakiś Kamil, ale
wydaje się być spoko…
-No
widzisz- Uśmiechnął się Maciej- I po co ci było się tak stresować?
-Cichaj
tam- ofuknęłam go z rozbawieniem-Jutro też jest szkoła… I to już bez biletu
ulgowego…
Byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Nie
widziałam nawet własnego nosa, dopiero gdy mój wzrok przyzwyczaił się do mroku,
zobaczyłam mały, jasny kwadracik. Ruszyłam w jego stronę szybkim krokiem.
Podłoże ciamkało mi pod trampkami, gdy przyspieszałam. Robiło się coraz
jaśniej, a ja zaczęłam biec, czując lęk, jakby coś mnie goniło. Nagle
zrozumiałam, że ów kwadracik to tak naprawdę drzwi, a lepka maź w którą z
każdym krokiem zapadam się coraz bardziej to krew. Moje przerażenie sięgnęło
zenitu, gdy wpadłam po pas w błotnistą ciecz. Zabulgotało, zasyczało i wszędzie
zaczęły się pojawiać różne postacie. Wszyscy znajomi-rodzina, sąsiedzi, nauczycieli- w wersji zombistycznej* zbliżali się do mnie powoli. Gdzieś po lewej stronie powstało zamieszanie.
Maciej i Kamil przedzierali się przez tłum zakrwawionych trupów. Już prawie
udało mi się złapać ich wyciągnięte doi mnie ręce, gdy czerwona maź pochłonęła
mnie całkowicie.
Obudziłam się zlana potem. W mroku majaczyły sylwetki mebli i różnych
przedmiotów. Usiadłam w pościeli i zapaliłam lampkę nocną. Zegar ścienny
wskazywał trzecią w nocy. Rozejrzałam
się po pokoju i napotkałam
spojrzenie Maćka
- Co
jest? – zapytał zaspanym głosem .
-Nic..
Ja… Myślisz, że koszmary się spełniają?
Chłopak
sapnął ze zdumieniem i momentalnie się wyprostował.
-Co ci
się śniło?
Opisałam
jak najdokładniej wizję sprzed chwili. Milczał przez chwilę i powiedział cicho:
-Wiesz
co mi to przypomniało?
Spojrzałam
na niego pytająco.
-Te
słowa z… ciemności… tego… niebytu. Pamiętasz?
-Gdy
widmo wojny… - Pokiwałam głową.
-Tak się
zajęliśmy tamtą przepowiednią, że zapomnieliśmy o tej – zauważył chłopak.
-Czekaj,
czekaj… Przyjmując, że… martwi zaczną zmartwychwstawać przed wojną… to… O Boże!
–otworzyłam oczy z przerażeniem. Mój
świat się właśnie zawalił. W dzieciństwie bardzo się tego bałam… Teraz ujawniły
się moje najskrytsze lęki… Coś czego bałam się przez całe życie, właśnie
nadchodziło, nie mogłam nic z tym zrobić. Miałam wrażenie, że zaraz pobiegnę
przez ulicę do rodziców. Moje emocje chyba nieźle widać na zewnątrz, bo Maciej
popatrzył na mnie ze współczuciem .
-Zareagowałem
podobnie…- powiedział cicho- Ale może jeszcze dużo czasu minąć… -dodał nieco
weselej
-Może… -
powtórzyłam tępo.
-Idź
spać, bo jutro nie wstaniesz… Pamiętaj, że jutro masz szkołę!
-I tak
nie zasnę – stwierdziłam, ale wyłączyłam lampkę. Mimo złych przeczuć odpłynęłam przy pierwszym
przyłożeniu głowy do poduszki.
-Kochanie
wstawaj… - udało mi się otworzyć oczy i zobaczyłam mamę podnoszącą rolety na
oknie. Uśmiechnęła się do mnie:
-Śniadanie
na stole- powiedziała i wyszła z pokoju ostrożnie zamykając drzwi. Opadłam z
powrotem na poduszki i spojrzałam w górę, prosto na Maćka.
-Nie
chce iść… - stwierdziłam cicho.
- Ale
musisz – odparł z uśmiechem, delikatnie stając na podłodze
-Masz
rację – potwierdziłam odrzucając energicznie kołdrę i wyskoczyłam z łóżka.
Dobrze, że poprzedniego dnia odsunęłam kartony pod ścianę, bo miałabym bliskie
spotkanie trzeciego stopnia z drewnianą podłogą.
-Magicznym
sposobem przywróciłeś mi humor
wymawiając dwa słowa! –rzuciłam wychodząc do łazienki z ubraniami w ręce.
-Wzięłaś
kanapki? –z kuchni dobiegł mnie głos mamy
-Tak! –
odkrzyknęłam w głąb domu i wyszłam na
dwór. Było nawet ciepło, całe szczęście, bo miałam tylko bluzę, a nie kurtkę.
Przy furtce odwróciłam się jeszcze i spojrzałam w górę, dłonią osłaniając oczy
przed słońcem. W okienku na strychu dostrzegłam zarys postaci, pomachałam, a
gdy mi odmachała, otworzyłam furtkę.
Ciekawe dlaczego nie chciał iść ze mną… Może się boi, że ktoś go zobaczy… Albo
nie chce wiedzieć, jak zmienił się ten świat…? Pogrążona w rozmyślaniach
dotarłam do szkoły, przy wejściu znów ogarnął mnie strach… Przed czym? Chyba
przed ludźmi… Wzięłam głęboki oddech i popchnęłam ciężkie skrzydło. Gdy się
uchyliło uderzyła we mnie symfonia dźwięków ze szkolnego korytarza. Wrzaski,
śmiechy, rozmowy… Inny świat. Weszłam do środka i ze spuszczoną głową ruszyłam
do sali chemicznej, trzeba było przejść pod tymi badawczymi, oceniającymi
spojrzeniami. Brrr… Okropność. Kiedy dotarłam do celu, wydało mi się, że mogę
odetchnąć z ulgą. Nie było mi to jednak dane, bo w tej samej chwili poczułam
czyjeś ręce na mojej talii.
Puf! No to mamy rozdział, trochę dłuższy, bo wcześniej nie było :) Julcia, dzięki za komputer :* Żaba, wstydź się... Kontynuacja prawdopodobnie w środę :3
*Nie ma takiego słowa
środa, 27 maja 2015
Międzyczasy #2
Niestety, Żaba nie zgodziła się przepisać rozdziału, a ja nie mam dostępu d komputera, bo mama krzyczy, że mam się uczyć -,- Ale za to, macie tutaj coś innego, nie mojego, tak, żebyście wiedzieli, że żyje i nie umarłam. Będę takie cosie wstawiać zamiast rozdziałów, gdy nie uda mi się ich wrzucić, lub tak po prostu, w takim przypadku w piątki albo wtorki. Różne rzeczy: wiersze, piosenki, ciekawostki, jakoś związane z tematyką opowiadania :)
,,Najmłodszym żołnierzom"
Chłopcze... chłopczyku, ile miałeś lat,
Kiedy z harcerza stałeś się żołnierzem?
Czyś na Starówce, czy na Woli padł,
Szarych Szeregów szary bohaterze?
Widzę cię - biegniesz, podtrzymując hełm,
Pod którym niknie śmiesznie mała głowa...
Słyszę, jak w biegu wołasz jednym tchem:
„Meldunek mam, meldunek z Mokotowa!"
Oddałeś Polsce swe dwanaście lat,
Tobie historia dodała wieki -
Cień dawnych powstań na murach się kładł,
Gdyś krył się w gruzach, pełzał przez zasieki.
Tadeusz Szyma
niedziela, 24 maja 2015
Rozdział 7
,,Szczególnie zwróciła moją uwagę jedna ze
stron, która była grubsza, niż pozostałe. Wzięłam cieniutką deseczkę, prawie, że
grubości linijki, która leżała gdzieś w kącie, i rozdwoiłam róg papieru.
Rozłożyła się na dwie dodatkowe kartki na których było napisanie tylko jedno,
znajome zdanie."
,,Martwi wojownicy powrócą pod żywych chorągwie"
,,Martwi wojownicy powrócą pod żywych chorągwie"
Westchnęłam
z irytacją i zatrzasnęłam książkę z siłą, od której uniosły się kłębki
kurzu. -Ale
dużo to wyjaśniło… – Westchnęłam zawiedziona
-Skoro tak często się powtarza, to chyba musi mieć jakieś głębsze
znaczenie, nie sądzisz? – Zauważył Maciej ze stoickim spokojem.
-Może masz racje… - Odparłam cicho patrząc w górę starając się
opanować. - Skoro
chcemy wyjaśnienia, musimy je sobie
„wziąć ” , nikt nam go nie podetknie pod nos .- Chłopak snuł dalej swoje
rozważania . Chcąc nie chcąc musiałam mu przyznać racje. Sięgnęłam po dziennik
który wcześniej odłożyłam na podłogę. I otworzyłam na stronie z Przepowiednią
Tęgoborską. Szperając po zakamarkach własnej pamięci, starałam przypomnieć
sobie co mówiła o niej nauczycielka. Nic, totalna pustka.
-
Pamiętaj tylko, że spełniła się tylko kilka pierwszych zwrotek . – Jęknęłam –
Ale..! Internet też potrafi być pomocny – Przypomniałam sobie wyciągając
telefon. Dobrze, że poprzedniej nocy udała mi się podłączyć router. Szybko
wystukałam pytanie i pobieżnie przejrzałam
wyniki. Kliknęłam w najbardziej sensownie wyglądający link, ale nawet
tam nie było nic ciekawego. Dopiero komę tarze mnie zaciekawiły. -
Do piątej zwrotki jest mowa o dwóch wojnach światowych. A potem…. Hmm… „Północ
wschodem będzie zagrożona „. Putin od dawna już coś kombinuje, ale żeby aż
tak…?
- Kto to jest? – Zapytał chłopak patrząc przez ramie na ekran telefonu.
- Teraźniejszy prezydent
Rosji .- Wyjaśniłam.- Wyszukałam mapę Europy i mu ją pokazałam. - Przyjrzyj
się. Sama wróciłam do papierowej wersji wiersza. Bez skutku. –Pożyjemy,
zobaczymy stwierdziłam zamykając książkę, tym razem już delikatniej. – Nie
umiem tego ogarnąć. Może później…- Ziewnęłam
-Może lepiej idź spać - Odparł Maciej z lekkim rozbawieniem. -Racja…
Branoc – Stwierdziłam i z zaskoczeniem spojrzałam w ciemności za oknem. Było
już chyba po północy, jakim cudem ? Zeszłam na dół i padłam na łóżko jak nie
przytomna .
-Masz
szczęście, że nie zamierzam się dzisiaj przebierać … - Mruknęłam ledwo
przytomna do lewitującego dwa metry dalej chłopaka i odpłynęłam do krainy
Morfeusza.
Obudziło mnie delikatnie
potrząsanie za ramię. Otworzyłam oczy i oślepiła mnie jasność zza okna. Kiedy
już się do niej przyzwyczaiłam zobaczyłam moją uśmiechniętą mamę.
-Wstawaj kocie zaraz obiad. Co ty tak długo robiłaś, że jeszcze śpisz ?
-Wyszła z pokoju a ja spojrzałam na zegarek i osłupiałam. Była prawie druga po
południe, mój nowy rekord! Zapach
kotletów wywabił mnie z łóżka. Z pół zamkniętymi oczami wylazłam z pod kołdry i
wpadłam prosto w kartony z ubraniami. Nawet nie chciała mi się ich podnosić.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam Macieja lewitującego w pozycji leżącej pod
sufitem. -Wstawaj Parufko jak można tyle spać ? -Łatwo ci mówić ty nie jesteś
tak cholernie zmęczony… Chociaż w sumie zarywanie nocek nigdy mi nie szkodziło…
- Zamyśliłam się. Udało mi się w końcu stanąć na własne nogi, zgarniając przy
okazji pierwsze lepsze ubrania z ziemii. Już położyłam rękę na klamce, ale w
ostatniej chwili jeszcze się odwróciłam . - Biada jeśli chociaż pomyślisz o
wejściu do łazienki !- Warknęłam patrząc groźnie na chłopaka. Z kpiącym
śmiechem uniósł ręce w obronnym geście.
-Nawet nie miałem takiego
zamiaru…
Rzuciłam mu mordercze spojrzenie i wyszłam z pokoju. Myjąc zęby
uświadomiłam sobie coś okropnego… Pojutrze zaczyna się rok szkolny w nowym
mieście…
-Pamiętaj, zachowuj się i bądź grzeczna!- Powtórzył po raz
setny mój tata, gdy wysiadałam z samochodu.
-Dobra, dam sobie radę!- Zawołałam – Nie wysadzę szkoły w
rozpoczęcie roku szkolnego-Mruknęłam do siebie. Stojąc przed dużymi,
dwuskrzydłowymi wrotami, pożałowałam chwili, w której kazałam zostać Maciejowi
w domu. Co, jak co, ale razem byłoby raźniej… Ostrożnie przekroczyłam próg i
rozejrzałam się po hollu. Wszędzie stały małe grupki gimnazjalistów witających
się po wakacjach i porównujących stroje. Przemknęłam pod ścianą, aż do sali
gimnastycznej, w której miała odbyć się uroczystość i zajęłam wyznaczone
miejsce. Na szczęście nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi. Prawie. Podczas
przemówienia dyrektora zdałam sobie sprawę, że ktoś mnie obserwuje. Kilka
rzędów dalej siedział jakiś chłopak z ciemnymi włosami wyglądającymi jakby je
zwiał suszarką w jedną stronę i się na mnie perfidnie gapił. Kiedy na niego
spojrzałam, wytrzymał jeszcze chwilę, po czym się odwrócił. Wyglądał jakby miał
padaczkę, cały się trząsł, a mi dopiero po chwili przyszło do głowy, że on po
prostu powstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem. Oryginalne, nie powiem… Po
całej tej ceremonii, która była, delikatnie mówiąc, lekko przynudna, wszyscy
wysypali się na korytarz, aby chwile jeszcze pogawędzić przed przyjściem
nauczycieli i rozdaniem planów lekcji. Dzięki Bogu, że wcześniej dostałam
papiery z informacjami o rozkładzie klas itd., bo w życiu nie zrozumiałabym,
gdzie mam iść. Nagle poczułam, że moja czapka traci kontakt z głową. Chłopak z
sali właśnie znikał w podskokach gdzieś na końcu korytarza, z baseballówką
ledwo utrzymującą się na roztrzepanych włosach. Nauczona doświadczeniem, już
się z nią pożegnałam i z nieco popsutym humorem stanęłam pod ścianą. Na
szczęście obyło się bez dalszych incydentów i w miarę spokojnie weszliśmy do
klasy. Jakieś dwadzieścia osób rzuciło się, żeby zając swoje ulubione miejsca.
Odczekałam chwilę i wślizgnęłam się na jedno z krzeseł w wolnej ławce. Jak na
razie, jedynym plusem, (ale za to ogromnym), było to, że wychowawczyni darowała
sobie przedstawianie mnie publicznie całej klasie. Szybko rozdała rozkłady
zajęć i rozpoczęła się dyskusja o wakacyjnych wyjazdach. Najwyraźniej wszyscy
się tutaj doskonale znali…
W końcu rozległ się
dzwonek. Chwyciłam torbę i powoli, jako ostatnia wyszłam z klasy. Z odrobinę
ponurym nastrojem skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych
-Zwracam własność- Usłyszałam gdzieś z tyłu i nagle widok
przysłonił mi daszek mojej czapki. Poprawiłam ją szybko, odwróciłam się i
zamarłam. Dwa kroki przede mną stał szeroko uśmiechnięty ,,Chłopak z sali”. Po
raz pierwszy miałam okazję przyjrzeć mu się z bliska. Nie był tak wysoki, jak
mi się wcześniej zdawało, niewiele większy ode mnie, miał może trochę ponad
metr siedemdziesiąt… I takie miłe, brązowe oczy, aż samoistnie wzbudzały
zaufanie. Trochę speszona spuściłam wzrok i wyjąkałam coś w rodzaju:
-Eee, dzięki…
-Nie ma za co-Odparł z uśmiechem-A tak w ogóle to Kamil
jestem.
-Zuza-Darowałam sobie komentarz o innym imieniu i powoli
ruszyłam do wyjścia. Cóż, nie zapowiadało się na to, żebym szła sama…
-Przeprowadziłaś się tutaj niedawno, co nie?- Hm… Na zbytnią
ciszę też nie mogłam liczyć
Da-dam! Mamy 6 rozdział <3 Szczególne dziękuję Ci Żaba, za przepisanie go dla mnie z zeszytu na komputer <3 Cała kochana reszta: proście Żabę, żeby zgodziła się to samo zrobić z następnym, bo już mam połowę,ale w zeszycie :P Jeśli będzie łaskawa przepisać, to kontynuacja pojawi się w środę :*
środa, 20 maja 2015
Rozdział 6
,,Usiadłam
na ziemi i wzięłam książkę do ręki. Maciej uklęknął obok, popatrzyłam na niego
i skinęłam głową. Wzięłam głęboki oddech i odchyliłam okładkę."
Pierwsza strona była pusta, druga, trzecia i czwarta
również. Dopiero kilka ostatnich było zapełnionych pajęczym pismem. Po
przeczytaniu kilku wersów zmarszczyłam brwi, wydawały mi się dziwnie znajome:
W
dwa lat dziesiątki nastaną te pory,
Gdy
z nieba ogień wytryśnie.
Spełnią
się wtedy pieśni Wernyhory.
Świat
cały krwią się zachłyśnie.
Polska powstanie ze świata pożogi,
Dwa
orły padną rozbite,
Lecz
długo jeszcze los jej jest złowrogi,
Marzenia
ciągle niezdobyte.
Gdy
w lat trzydzieści we łzach i rozterce
Trwać
będą cierpienia ludu,
Na
koniec przyjdzie jedno wielkie serce
I
samo dokona cudu.
Gdy
czarny orzeł znak krzyża splugawi,
Skrzydła
rozłoży złowieszcze -
Dwa
padną kraje, których nikt nie zbawi,
Siła
przed prawem jest jeszcze.
Lecz
czarny orzeł wejdzie na rozstaje,
Gdy
oczy na wschód obróci,
Krzyżackie
szerząc obyczaje,
Ze
złamanym skrzydłem powróci.
Krzyż splugawi razem z młotem padnie.
Zaborcom
nic nie zostanie.
Mazurska
ziemia Polsce znów przypadnie,
A w
Gdańsku port nasz powstanie.
W
ciężkich zmaganiach z butą Teutona
Świat
znowu krwią się zrumieni.
Gdy
północ wschodem będzie zagrożona,
W
poczwórną jedność się zmieni.
Lecz
na zachodzie nikczemnie zdradzony
Przez
swego wyzwoleńca
Złączon
z kogutem dla lewka obrony
Na
tron wprowadzi młodzieńca.
Złamana
siła mącicieli świata
Tym
razem na wieków wieki
Wyciągnie
ręce brat do swego brata,
Wróg
w kraj odejdzie daleki.
U
wschodu słońca młot będzie złamany,
Pożarem
step jest objęty.
Gdy
orzeł z młotem zajmą cudze łany
Nad
rzeką w pień jest wycięty.
Bitna
Białoruś, bujne Zaporoże
Pod
polskie dążą sztandary.
Sięga
nasz orzeł aż po Czarne Morze,
Wracając
na szlak swój prastary.
Witebsk,
Odessa, Kijów i Czerkasy -
To
Europy bastiony,
A
barbarzyńca aż po wieczne czasy
Do
Azji ujdzie strwożony.
Warszawa
środkiem ustali się świata,
Lecz
Polski trzy są stolice.
Dalekie
błota porzuci Azjata,
A
smok odnowi swe lice.
Niedźwiedź
upadnie po drugiej wyprawie,
Dunaj
w przepychu znów tonie,
A
kiedy pokój nastąpi w Warszawie,
Trzech
królów napoi w nim konie.
Trzy
rzeki świata dadzą trzy korony
Pomazańcowi
z Krakowa,
Cztery
na krańcach sojusznicze strony
Przysięgi
złożą słowa.
Węgier
z Polakiem, gdy połączą dłonie,
Trzy
kraje razem z Rumunią
Przy
majestatu polskiego tronie
Wieczną
połączą się unią.
A
krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki,
Choć
wiary swojej nie zmieni -
Polskę
potężnej uprosi opieki
I
wierny będzie tej ziemi.
Powstanie
Polska od morza do morza.
Czekajcie
na to pół wieku.
Chronić
nas będzie zawsze łaska Boża,
Więc
cierp i módl się człowieku.
Olśniło mnie, przecież to Przepowiednia z Tęgoborza! Kiedyś
na lekcji, polonistka czytała nam to, jako ciekawostkę. Nawet gdzieś w domu,
mieliśmy jej interpretację. Zerwałam się na nogi i pobiegłam do klapy w
podłodze.
-Poczekaj chwilę!- Rzuciłam tylko do chłopaka i zeskoczyłam
na dół. Chyba chciał zaprotestować, ale już mnie nie było.
Z łomotem zbiegłam po schodach, minęłam rodziców, złapałam
kluczyki i ruszyłam do samochodu, w którym nadal tkwiły nierozpakowanie bagaże.
Przekopałam się przez warstwę ubrań i otworzyłam pudło z książkami rodziców.
Poradniki, słowniki, romanse, same nudy… o, jest! Szybko przekartkowałam do miejsca, w którym
powinno być o przepowiedni i… zatkało mnie. Strona była pusta. Nie było nawet
śladu po tuszu drukarskim, który wcześniej się tam znajdował. Patrzyłam na nią
z niedowierzaniem i głupią nadzieją, że coś mi się przywidziało. Podniosłam
głowę i zobaczyłam Macieja stojącego o krok przede mną. Wrzasnęłam odruchowo,
ale szybko zatkałam usta dłonią.
-Nie strasz mnie tak więcej!
Chłopak zrobił skruszoną minę, ale wiedziałam, że jest
poniekąd zadowolony z siebie.
-A mniejsza z tym, patrz, co się stało z książką…- dodałam.
-A nie pamiętasz nic, co było w niej napisane?-Zapytał
-Noo… Tyle tylko, że… to było wypowiedziane przed 1 wojną
światową i… kilka pierwszych zwrotek się spełniło…- zamyśliłam się.
-Ta i teraz czas na kolejne… ,, Martwi wojownicy powrócą pod żywych chorągwie”… Patrz. – Rzucił
patrząc przez płot na ulicę. Kilku żołnierzy w mundurach podobnych do Maćkowego przechadzało się po jezdni. Na moich
oczach, przez jednego z nich przejechał samochód, jakby go nie było. Koło
bramki zmaterializował się następny i włączył się do oddziału. Tam i powrotem
jeździły motory, ciężarówki i nikt nie zwracał uwagi na formujące się wojsko.
To były duchy, które widziałam tylko ja. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę
domu.
Siedziałam na strychu ze znalezioną książką w ręce i starałam się
zrozumieć przepowiednie.
-Krzyż splugawi, razem z młotem padnie…
Tu chyba chodziło o zakończenie zaborów… - mruczałam pod nosem.
-Wiesz, co mnie ciekawi? –Usłyszałam
gdzieś za sobą głos Macieja.
-Hm?- Odwróciłam się w stronę chłopaka
patrząc na niego pytająco.
-No, bo… skoro ci ludzie… mają walczyć w
obronie kraju… to jak, skoro są duchami?
-Ty też nim jesteś.- Zauważyłam uprzejmie
powracając do dokładnego studiowania każdego centymetra ,,dziennika”, bo jak
inaczej można by nazwać ową książkę… Szczególnie zwróciła moją uwagę jedna ze
stron, która była grubsza, niż pozostałe. Wzięłam cieniutką deseczkę, prawie, że
grubości linijki, która leżała gdzieś w kącie, i rozdwoiłam róg papieru.
Rozłożyła się na dwie dodatkowe kartki na których było napisanie tylko jedno,
znajome zdanie.
No to mamy kolejny rozdział (mimo, że komentarzy było tylko 4 w tym 3 od znajomych) , ze specjalnym dedykiem dla moich Paróffek z konfy :) Chciałabym też zaznaczyć, że następny rozdział powinien się pojawić w niedzielę, a jeszcze następny... MOŻE w środę, wątpliwości mam z tego powodu, że w sobotę znów wyjeżdżam, a oprócz bloga, jakieś następne dwa tygodnie robię coś... :) nie zdradzę wam co, ale coś fajnego :) Jedyną podpowiedzią są fimiki, które Rembol
zamieścił na swoim instagramie :*
niedziela, 17 maja 2015
Rozdział 5
,, Koło zabitych, na podłodze leżeli ranni obrońcy. Wśród nich znaleźli
się Rafał i Filip-opatrywała ich właśnie nieznajoma dziewczyna, klęcząc w
kałuży krwi. Inne kobiety rwały koszule i prześcieradła znalezione na
plebanii połączonej ze świątynią. Niemcy strzelali coraz mniej, a po
kilku godzinach nastała cisza."
W ciemności było widać tylko żarzące się
delikatnie belki stodoły i dopalające się gdzieniegdzie kupki słomy. Po
godzinnym oczekiwaniu spuściliśmy na próbę, przez okno, mały materacyk, który
niewiadomo skąd się wziął w zakrystii. Nikt nie zareagował, więc po linach
zeszły cztery kobiety- ochotniczki, przeszły wkoło kościoła i zapewniły, że
teren jest czysty. Ci, którzy wcześniej ukrywali się na strychu, nie
zareagowali na prośby, aby pomóc rannym. Uciekli, czym prędzej i zniknęli w
ciemnościach. Jakoś udało się przetransportować wszystkich na zewnątrz,
większość uciekła, my odeszliśmy trochę dalej i resztę nocy spędziliśmy w
lasku.
Rano obudziło mnie zimno i wilgoć. Pod
drzewem drzemał Filip, dalej Staś, ale Rafała nigdzie nie było widać.
Przeciągnąłem się i wstałem z zamiarem rozejrzenia się po terenie, ale
zrezygnowałem widząc ognisko i namioty rozstawione kilkadziesiąt metrów dalej.
Szybko obudziłem chłopaków, wskazałem obozowisko i już, już chcieliśmy się
wynieść, ale przypomniałem sobie o Rafale. Nie mogliśmy go zostawić, nie
wiadomo gdzie był. Po chwili… Ehh… Nie chcę o tym mówić… Może kiedyś…
Popatrzyłam na
chłopaka szeroko otwartymi oczami.
-Chyba masz
rację…- powiedziałam cicho, zauważając moją pozycję. Skuliłam się do granic
możliwości i wcisnęłam w ścianę, jakby miała mnie przed czymś obronić. Wstałam
i przeciągnęłam się porządnie, wyglądając przez okno. Świeciło słońce, latały ptaki… Jeszcze przed
chwilą, miałam wrażenie, że na dworze szaleje burza, wiatr zrywa gałęzie z
drzew, a ulewa przesłania cały obraz tej ,,apokalipsy”. Opowiadanie historii
tak na mnie działa, wyobrażam sobie rzeczy, które mi się z nimi kojarzą, mimo
że nie ma bezpośredniej wzmianki np. o pogodzie.
-Nie bez powodu
tutaj jestem…
Odwróciłam się
gwałtownie i spojrzałam na chłopaka. Przyglądał mi się ze zmrużonymi oczami, po
chwili opadł na podłogę, podszedł do ściany i oparł się o nią rękami. Nie wiem
jak, bo samo istnienie ducha, przeczy wszelkim prawom fizyki, ale… Nie wnikam.
Przez chwilę rozważałam w myślach to, co powiedział i stwierdziłam, że po
prostu go nie rozumiem.
-Powtórzę po raz
kolejny: co masz na myśli?
Nie odrywając
wzroku od ściany odparł:
- W tym czasie…
kiedy mnie… nie było… jakbym wisiał w ciemnej przestrzeni… i był też głos…
mówił coś jakby…
Zamilkł.
Chciałam się odezwać, ale odwrócił się gwałtownie. Jego oczy i ręce płonęły
zielonym ogniem, wystrzelił w górę, aż pod sam dach. Trwał tak przez chwilę,
wskazując ręką na jedną ze skrzyń pod ścianą i otworzył usta. Wydobył się z
nich dym, natychmiastowo zapełniający całe pomieszczenie. Jego głos był
zachrypnięty, jakby ktoś trzymał go za gardło.
Gdy widmo wojny nad kraj
twój nadciągnie
Martwi wojownicy powrócą
pod żywych chorągwie
Pokonać wroga będzie im
dane
Na świecie wieczny pokój
nastanie
Jednak wcześniej, krwi
popłynie rzeka
Idź, więc i walcz, twa
ojczyzna czeka
Byłam
przerażona, kurczowo trzymałam się belki, aby nie przewrócił mnie wiatr, który
nagle się zerwał. Dym się rozwiał, płomienie zgasły, a Maciej powoli opadł na
dół i jakby bezwładnie, zawisł w powietrzu. Przez jego ciało przebiegły silne
dreszcze i dopiero po dłuższej chwili powoli podniósł głowę.
-Co
się stało?- Zapytał z trudem. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, nadal byłam w
szoku. Zdałam sobie sprawę z tego, że nadal trzymam się drewnianych części
poddasza.
-Nic
nie pamiętasz?- Upewniłam się ostrożnie. Pokręcił głową i powoli stanął na
nogach. Odkleiłam się od ściany i podeszłam do skrzyni, którą wcześniej
wskazywał. Zmarszczył brwi podążając za mną wzrokiem. Odrzuciłam drewniane
wieko i oświetliłam wnętrze światłem z latarki. Szkatuła była prawie pusta,
tylko na dnie leżała gruba książka, poplamiona, osmalona, ale cała. Delikatnie
ją wyciągnęłam i położyłam na podłodze obok. Przez ramię spojrzałam na
chłopaka. Podszedł do mnie i zapytał:
-Skąd
wiedziałaś?
Powtórzyłam
jak najwierniej to, co powiedział i opisałam, co się stało. Pokiwał głową
-Tak,
to właśnie to słyszałem w ciemności… Powtarzało się bez końca… A tak w ogóle…
Jak ty masz na imię? Nie powiedziałaś mi…
Skrzywiłam
się lekko
-Zuza.
Ale mów na mnie Pati. Albo jakkolwiek chcesz, byle nie po imieniu.
Na
jego twarzy wykwitł cwaniacki uśmieszek
-Będziesz…
Parufka. Nie parówka, tylko parufka.
-Skąd
ci się to wzięło?
Wzruszył
ramionami:
-Jakoś
tak… Przyzwyczajenie- Uśmiechnął się-Ale co zrobimy z tą kupką kartek?
Usiadłam
na ziemi i wzięłam książkę do ręki. Maciej uklęknął obok, popatrzyłam na niego
i skinęłam głową. Wzięłam głęboki oddech i odchyliłam okładkę.
No i mamy rozdział 5, JEJ! W końcu udało mi się go napisać, dużo mi to zajęło ale jest :) A następny, wrzucę dopiero jak będzie co najmniej 5 komentarzy :) I to od różnych osób XD Taki mały szantażyk...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

